Kolekcjonowanie, czyli jak to się zaczęło z frankaturami, pieczątkami i innymi stemplami

Moje kolekcjonowanie zaczęło się od biletów komunikacyjnych. Kolekcjonuję je rzecz jasna nadal. Jednak dwiema dodatkowymi kolekcjami, które powstały na przestrzeni lat są właśnie frankatury i datowniki oraz stemple i pieczątki.


Do rzeczy. Frankatury.
Sprawa z frankaturami jest dość świeża. Zaczęłam ich kolekcjonowanie gdy okazało się, że zbieranie znaczków pocztowych stało się zbyt ekskluzywne. Niemal nie sposób zostać szczęśliwym właścicielem emitowanych znaczków pocztowych, gdyż wiele z nich zarejestrowanych jest dla elit. Rozmiary, a co za tym idzie ceny bloczków znaczków zaczynają być gigantyczne. No a to wszystko spowodowało, że filatelistyka stała się męcząca, zamiast napawająca dumą i radością.
Czemu frankatury?
Bo filatelistyka zawsze była mi bliska. Z drugiej strony lubię też stemple i pieczątki. Co za tym idzie wybór frankatur i datowników pocztowych okazał się strzałem w dziesiątkę i strzałem oczywistym.
Frankatury mechaniczne, dzięki swojej mnogości rodzajów, braku katalogów i oficjalnych zestawień są sportem, który dla kolekcjonera jest niezwykle ambitnym zajęciem. Poszukiwania ogromnie cieszą, gdyż tak naprawdę nie wiadomo gdzie i czego szukać. Nie da się po prostu pójść na pocztę i kupić abonamentu. Trzeba się bardziej wysilić. A to jest właśnie fajne.
Datowniki pocztowe to taka wariacja na temat pieczątkowo frankaturowy. Coś pomiędzy jednym i drugim.
Czemu to lepsze niż znaczki?
Bardzo wiele frankatur i datowników "wpada" mi z tzw. obiegu. A więc są to użyte wcześniej przez kogoś koperty z takimi właśnie nadrukami czy stemplami. Wymagają mniej nakładu finansowego. A zdecydowanie więcej zaangażowania poszukiwawczego i kolekcjonerskiego.

Do rzeczy. Stemple i pieczątki.
Temat stempli i pieczątek jest tematem u mnie dość starym, choć na wieki zapomnianym na rzecz biletów. Choć nigdy niezapomnianym na zawsze. Co jakiś czas powracał. Rozrósł się dzięki wymianom, wyjazdom i pomocy przyjaciół.
Czemu stemple?
Bo to fantastyczna pamiątka z podróży i wyjazdów. Nie zajmują wiele miejsca, można zgrabnie je przechowywać w zeszycie, segregatorze czy albumie. Nic nie kosztują (przynajmniej prawie zawsze). A dzięki temu, że pozyskać można je w wielu miejscach za samo odwiedzenie danego miejsca to łatwiej o nie prosić przyjaciół czy rodzinę. Nic nie trzeba kupować.
Skąd?
Zewsząd. Najchętniej i najbardziej poszukuję stempli urzędowych, czyli np. z urzędów miast, gmin, powiatów, urzędów wojewódzkich oraz parafii i związków wyznaniowych. Również ze szkół, bibliotek, innych instytucji. Typowo turystyczne, czyli np. z muzeów, parków narodowych, schronisk górskich czy po prostu informacji turystycznych też zawsze znajdują swoje miejsce w moich zbiorach.
Wisienką na torcie są pieczątki poczt polowych (z wojskowych misji zagranicznych, wojsk specjalnych), jednostek wojskowych oraz stacji polarnych i statków. Czyli te, które zwykły śmiertelnik ma problem by zdobyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz